____________ CWWC 2009 ____________

Hansi @Bodensee - relacje z CWWC 2009.

Cwwc 2009 - 3 Dzień

I ponownie budzi się nowy dzień, rozpoczyna się bogatym śniadaniem. Wczoraj Arek mocno się wystraszył. Jeden z jego samochodów miał wypadek. Dopiero po tym jak dotarła wiadomość, że kierowca nie jest ranny przyszła ulga i zadowolenie. Maska była cała, więc to auto też mogliśmy nawoskować. Młoda dziewczyna odebrała nas z hotelu. Perła i wir powietrzny firmy.

Jeśli się czegoś potrzebuje, dzwoni się do Niej i już po chwili stoi obok i stara się pomóc gdzie to tylko możliwe. Magda, tutaj dla Ciebie wielkie podziękowania.

Pierwsze metry z Nią w samochodzie są stłumione, ale już po chwili słychać znajome gwizdanie silnika i wskazówka prędkościomierza pnie się szybko do góry. Lecimy już prosto do hali i wykorzystujemy do tego wszystko, co tylko przypomina drogę. Śniadanie jest dobrze ułożone, dlatego jest jeszcze miejsce na mały imbis.

Oczywiście hala nie jest pusta, niektórzy stoją już filiżanką kawy w świetnym nastroju i już po pierwszych małych pracach. Ostatnie 2 transportery zostały umyte i wyglinkowane. Możemy od razu zaczynać.

Jeszcze szybko usunąć resztki naklejek i pozostałości kleju, tym razem nie chcę iść to gładko.

Ale wspólnymi siłami jakoś się udało.

Ja i Milch jechaliśmy nasz program. Metys chciał się trochę przyczynić i zrobił jedną stronę Menzerną i 3M, gdzie ja obok pozostałem przy Riwax i Koch Chemie. Ponieważ 3M jest dla mnie zbyt mocne na takie defekty, a jestem raczej zwolennikiem ochrony lakieru, wolałem pojechać jedną rundę więcej, a tym samym zdjąć tyle lakieru ile trzeba.

 

Mieliśmy tylko 2 maski do zrobienia, więc poszło stosunkowo łatwo.


A Moni znowu robiła finish.

Po chwili byliśmy gotowi i mogliśmy przejść do Pre Cleaner'ów.

Tutaj znów Collinite Cleaner wkroczył do akcji, nie użyję go już nigdy więcej. Ten produkt jest strasznie ciężki w obróbce i prawie niemożliwe jest jego starcie. Zawsze pozostaje blada warstwa na lakierze. Nieeee, przecież są lepsze.

 

W tak zwanym międzyczasie metys przygotowywał tego małego Diabełka do korekty lakieru.
Ta fura ma 200 koni i jest idealna do miasta. Pogoda pokazała się z lepszej strony dlatego auto mogło być spokojnie umyte na zewnątrz.

Ponownie do hali, bo właśnie będzie wjeżdżało jedzenie. Tam nie może mnie zabraknąć.

Ten Mały stał już w hali i sam właściciel, Dariusz przykładał ręki do glinowania. On także napocił się niezmiernie, jak my wszyscy, którzy pędzimy w jedną i w drugą.

NOX zawsze był na miejscu z aparatem, gotowy do pomocy stał u naszej strony i prawie niezauważony, a jednak był tam gdzie czegoś nam brakowało.

Metys "opracowywał" tego małego przecinaka Makitą, gdy my zwracaliśmy się ku maskom.

Tutaj widac, że uderzenie poprzedniego dnia było dość mocne, a kierowca miał dużo szczęścia. Gdyby maska była uszkodzona, zwolnilibyśmy go.

Na każdym kroku spojrzenie kontrolne, tak jak być powinno.

Maski ponownie zostały podzielone na 4 części, a my mogliśmy rozpocząć woskowanie. Wczoraj przy obróbce dawał o sobie znać przyjemny zapach wosków, dzisiaj ponownie wzdłuż maski rozciągał się lekko słodkawy zapach. Ostanie woski zostały zebrane, a 8-my samochód dostał dla porównania sztuczne woski, czyli nie czyste woski Carnauba.

Auto Nr. 7 Rejestracja ABC 14

Collinite # 915 Swizöl Concorso

Swizöl Saphir Caramba Carnauba Edel Wachs

Special-Auto Nr. 8 Rejestracja W 1 ABC

Autoglym High Definition Wax Meguiar´s # 16

Zymöl Titanium Wolfgang Fuzion Estade Wax


Nakładanie wosków przebiegało bardzo łatwo, właściwie wszystkie produkty były łatwe w rozprowadzaniu i ścieraniu, czego o Cleaner'ach nie można stwierdzić.


Huhu Arek, tu jesteśmy!

Ale skoro jesteś już tam na dole, zastanów się czy możesz coś tam zrobić, jeśli nie to później znów będziesz musiał mocno się schylić. No i Arek zabrał się do pracy. Części plastikowe zostały potraktowane Black Wow, a wydechowi został nadany połysk fabrycznie nowego, podczas gdy metys kręcił pilnie rundy Shinex'em. Dariusz obserwował wszystko i skutecznie pomagał.

Tych 2 nie ma godności.
Progi zostały zabezpieczone Black WOW.

Chwilę po tym jak wszystkie maski były gotowe, przyszedł czas na pierwszy test "perłowania".

 
...a później wystawić samochody na świerze powietrze.

Tylko zostawiliśmy samochody w spokoju i zaraz zrobiliśmy miejsce dla Porsche.

Combo takie samo jak wczoraj i tak wypolerowaliśmy tą sztukę na wysoki połysk, tym samym usuwając defekty.

 

A do tego zawsze dobra myzuka.

Arek kupił wszystko jeśli chodzi o lampy, które uwidaczniają defekty, zaczynając od 3M do małych lampek z Elite i tak obskoczył całe auto w celu odnalezienia defektów po polerce.
3M to świetna sprawa. Skierowana od dołu do góry pokazuje każdą najmniejszą rysę-opłacalna inwestycja.

Ale tu wkracza najlepsze. Lampa z przekazem video i foto, przez którą widać nawet najmniejsze zarysowania, no a Arek robił pilne poszukiwania.

Praca przy Porsche była mile widzianą zmianą, liczne zaokrąglenia i lamele są świetne do polerowania. Milch testował przy tym politurę Festool, która była w komplecie z Shinex'em.

Stopień połysku Prosiaka układał się przed polerką w granicach 82 jednostek, po korekcie doszliśmy do 94, co było też widać gołym okiem.

Dobiegł do nas szum, myślałem że DJ nastawił nie tą płytę, ale nie... to znowu deszcz. Jak dla mnie, to nic nowego w Warszawie. Woski mogły przy tym udowodnić swoją wytrzymałość.

 

Zanim nastąpiło nałożenie Zymol HD Cleanse Fletem 3401, Porsche zostało jeszcze wyczyszczone Quick Detailer'em. Dla mnie jest to zawsze miły widok jak łatwo obrabia się ten środkek Makitą lub maszyną orbitalną.

Skończyło padać i mogliśmy znów oddychać świeżym powietrzem.

DJ rozgrzewał nas należycie, a jedzenie zostało zapowiedziane. Arek znów zamówił niesamowitą ilość pokarmu, także każdy mógł się najeść do syta. Z napiętymi brzuchami przeszliśmy do finishu.

Jako wosk do akcji znów wkroczył Vintage, a po dłuższej chwili twardnienia....

Przeszliśmy razem do ścierania i byliśmy przy tym zadowoleni. Mimo, że nie jest to głęboki czarny, Porsche ma jednak coś w sobie. Czysta siła połączona ze szlachetnym woskiem. To już jest coś.

Prawie skończone.

Pomyśl sobie... Rekord anglików już dawno ustnowiony. Mimo później godziny przechodzimy do następnej rundy.

Metys pracował wytrwale przy Reni, podczas gdy następny gość (j32) wziął swojego forda pod lupę.

Tutaj ktoś chciał się czegoś nauczyć, dlatego Arek wziął Festool’a i przejechał jedną rundę po siwym metaliku. Zrobił panel testowy na masce i odłożył sprzęt. Przy tym lakierze, na 7-mio letnim samochodzie od razu widać różnicę, a oczy właściciela stawały się coraz większe.

Po kolejnej rundzie Arek wcisnął mu w rękę maszynę i tak mógł stawiać swoje pierwsze kroki. Powoli i praktycznie wahając się maszyna w ręku jeździła bo lakierze. Od razu widać było, że ktoś tu potrzebuje wsparcia. Nie było tutaj barier językowych. Wystarczył kontakt wzrokowy i już wiedział, co mam na myśli.

Druga runda była już łatwiejsza, a z nałożonym czystym padem szło jeszcze lepiej i po chwili lakier wyglądał dużo lepiej. I tak ćwiczyliśmy polerowanie kantów i rogów, co szło nam bez problemu. Robiło się coraz później, ale było jednak wystarczająco wcześnie, żeby udać się na jedną stronę samochodu. I w ten sposób tam też ręka została przyłożona do lakieru, w celu nauczenia się pracy maszyną w pozycji pionowej.

Szło mu to już bardzo sprawnie, a efekt jak na maszynę orbitalną był rewelacyjny. Krótkie objaśnienie, co byłoby tutaj możliwe z Makitą i przeszliśmy do nałożenia Meguiars #16.


A po tym jak jego telefon dzwonił n-ty raz, j32 musiał już uciekać i na tym etapie zakończyliśmy. Muszę tu dodać, że miał w tym dniu ważne spotkanie, ale zerwał wszystko dla cwwc. Tego dnia było po prostu za dużo radości (żeby do nas nie zawitać).

Metys już był gotowy i tak wspólnie trochę posprzątaliśmy. Dużo pracowitych rąk daje szybki rezultat, a że było już chwilkę przed 21, postanowiliśmy zakończyć ten dzień.

Z powrotem do hotelu. Przysznic, przebieranie, żeby pójść spokojnie zjeść. Arek zawiózł nas tym razem na starówkę. Jak zwykle znalazł miejsce parkingowe w pierwszej linii. Jak ten chłopak to robi? O.K. zawsze zostawia włączone światła, żeby ludzie myśleli, że zaraz wróci. U mnie do tej pory się to nie sprawdza.

Przejażdżka po Warszawie jest pełna widoków, to bardzo dobrze oświetlone miasto z historią.
Po wspaniałych pomnikach wstąpiliśmy do restauracji, w celu ponownego skosztowania polskich specjałów. Brzuch się napinał a i tak zrobiliśmy jeszcze jedną rundę przez stare miasto zanim zrobiło się grubo po północy, gdy wracaliśmy do hotelu. Jutro też jest dzień, a ten miniony jest jednym z tych, których się tak szybko nie zapomina.